wtorek, 9 stycznia 2018

Mała Huragana AUTOREKLAMA:-)))

Tu, w tym miejscu powinien być post zamykający zeszły rok?
Ale go nie będzie, bo już mamy rok następny i nowe sprawy. Jednak pozwolę sobie na drobną dygresję.
Poprzedni rok zaczął się niemrawo, sukcesywnie się rozwijał, udało mi się, między innymi, zrobić bardzo ciekawy projekt-lustrzany...  i w wakacje wyglądało, że będzie super! Dawno nie było widać takiej perspektywy rozwoju i nowych możliwości i co? i du****a.
Jest takie polskie przysłowie nie chwal dnia przed zachodem słońca, nie ciesz się za szybko, niestety/stety 100% racji.
Nie ciesz się za szybko bo cię wykorzystają, albo choć postarają się to zrobić, zrównają do swojego poziomu i utopią w gówienku, bagienku, które jest pociągnięte dużą warstwą lukru i polane obficie wazeliną. A ty zaliczysz zdziwko hehehehe.pod tytułem:
One też? Powtórka z rozrywki?
Nienawidzę żadnej formy manipulacji, urawniłowki, wpakowywania w ramy jakiekolwiek, narzucania czegokolwiek i jazdy na moich pleckach... i mam tego efekt, głuchy telefon. Przestałam być potrzebna?
Nic to, nie pierwszy raz;-))) Tylko o tych i tamtych "onych" słuch zaginął a ja jakoś ciągle na powierzchni.
Sprawdza się podstawowa zasada! Umiesz liczyć licz na siebie...

Ale co tam, za to nowy rok zaczął się z przytupem;-)))
Najpierw zwaliło, ścięło mnie z nóg z godziny na godzinę, gdzie tam z minuty na minutę, rzuciło o kanapę i przetrzymało przez sylwestrową noc. Sylwestra spędziłam pod podwójną warstwą kocy, obłożona kotami sztuk trzy, w całkowitej ciemności, bo oczka bolały, dopiero mrok rozjaśniły fajerwerki... o kotach nie wspomnę, bo musiałabym wszystkim strzelającym nogi z d***ka powyrywać i porazić prądem, ale na głupotę nie ma ratunku !@#$%^&*()_
Potem był pierwszy dzień stycznia, a mnie nic lepiej, więc musiałam nafaszerować się chemią co by drugiego być na chodzie, boooooooo i tu dochodzimy do sedna tego posta!

Bo drugiego stycznia przyleciała do Wrocławia, do mnie, Wiktoria z... Moskwy.
Pierwszego posta od Wiktorii nie ukrywam, mówiąc kolokwialnie, olałam;-( Potraktowałam jako spam. Ale drugiego już nie mogłam! Doczytałam dokładnie, przetarłam oczka z niedowierzania i odpisałam. Akcja rozwinęła się błyskawicznie. Zostałam poproszona o szybką deklarację, a było to kilka dni przed świętami. Wiktoria pytała czy mogłaby przylecieć do Polski na warsztaty ze mną?
Nie powinnam być tak zaskoczona bo nie pierwszy raz, coś takiego mi się zdarza...
Ale Wiktoria była wyjątkowo zdeterminowana? Za chwilę miałam konkret, zabukowała bilet lotniczy, zamówiła hotel, 500m od mojego domu i domówiłyśmy temat zajęć.
Wiktoria chciała zrobić "Huraganę"
Nie zrozumiała do końca,że Huragana to nie jest Huragana tylko huragan szczegóły tu: http://decoupage-maryski.blogspot.com/2017/10/huragan.html
I od tamtego czasu Kobieta w czerwonej czapce, a może turbanie, nazwana jest Huraganą;-)
Moja Huragana jest duża 100/70cm i robiła się kilka dni.
A nawet kilkanaście, moja jest namalowana, a Mała zrobiona metodą decoupage.
Wiktorii jest mała, ma 40/50cm bo nie zdążyłybyśmy jej zrobić w dwa dni, ale jest, albo już nie ma bo poleciała do Moskwy w czemodanie, śmiałyśmy się tylko żeby jej nie rozpakowywali na lotnisku, bo dzieł sztuki to chyba nie za bardzo można tak w walizce przewozić.
Bardzo się cieszę z takiego rozpoczęcia roku, podobno jaki początek taki cały...
Bardzo się cieszę, ze poznałam Wiktorię, bardzo fajna, sympatyczna kobieta.
Bardzo się cieszę, że moja sława? jest większa tam, gdzieś daleko... spotykam się z dużym zainteresowaniem już któryś raz. A w naszym światku?
Po chwili szoku, jaki zaliczyłam parę tygodni temu, otrzepałam piórka i postaram się iść swoją drogą, a że w pojedynkę, trudno, może to moja droga...
Jaki z tego wniosek?
Nie właż w pozorne przyjażnie, układy, koterie, to tylko ładnie wygląda, bo potem będzie tak jak zawsze... jak dajesz, najlepiej za darmo, to jesteś super, pełno wokół ciebie zainteresowania, pseudo koleżanek, znajomych, a jak się upomnisz o swoje to ZONK.
Co zresztą widać i po moim blogu hahahaha, wejść dużo, ale komentarzy #$%^&*()_
A gdybym dała tutorial, krok po kroku jak zrobić np Huraganę? To co?
Dlatego też wiedząc, że nie spotka się ten post z większym odzewem, mogę sobie popisać takie orazoburcze teksty , bo kto się ustosunkuje, wejdzie w  dyskusje, komu będzie się chciało coś powiedzieć? Blog z którego nie można czerpać pełnymi garściami, jest mało użyteczny... więc po co się wysilać?
Dla ładnej pracy? po co, za darmo...
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku wszystkim, naprawdę wszystkim;-)))
A jak ktoś ma ochotę na Huraganę albo coś innego, to zawsze można się ze mną umówić we Wrocławiu, na warsztaty.
Nie mam sił ani ochoty na podróże z wielką walizą po Polsce, nie wynajmę hotelu na zajęcia, nie postawię szampana na powitanie, nie mam zaplecza panów stolarzy i innych od przynieś, wynieś, pozamiataj.
Ale mam swój hotel, tak mam takie miejsce, więc jakby ew jakaś grupa to można cośzorganizować.
A na swoją werandę zapraszam, zawsze można coś wymyślić i się dogadać co do szczegółów.
Sporo pań już tu było.
Jak widać nawet z Moskwy da się TU dolecieć;-)))
A teraz mała Huragana Wiktorii:
Zdjęcia nie za dobre bo było ciemno, bardzo ciemno i lepszych chyba nie będzie.











sobota, 16 grudnia 2017

KONIKI


Post pojawił się pod tytułem "magiczne okno"w "farbach i kredkach" i w jakiś znowu mi nie znany sposób nie został odnotowany na moim blogu;-((( chyba jakaś skleroza mnie otumaniła, ale nic to, sklerozie mówimy nie i pokazujemy tu: wazon z konikami...
Jak to z tym magicznym oknem ci u mnie jest?

 hmmmmmm, to ja powiem tak: mam swoje magiczne okno;-)))

 Wielkie z widokiem na ogród. Okno z mojej werandowej pracowni.

 Lubię się w nie pogapić, tak bez sensu w zieleń...

 Mój ogród jest bardzo magiczny, albo jak kto woli bardzo, ale to bardzo angielski. Zależy, kto przez to okno patrzy i co chce zobaczyć. Jeżeli patrzy moja teściowa to widzi b***ałagan, mówiąc delikatnie, gąszcz drzew, krzewów, samosiejek, chwaściorów, różnej maści !@#$%^&*()

 Kiedy ja patrzę to widzę zieleń, dużooooo zieleni w różnych odcieniach, jasnych ciemnych, przenikających się, teraz tracących swą zieloność na rzecz różnych żółci, czerwieni. Ważne jest, że ten busz odgradza mnie od reszty świata.

   

Tak jak swego czasu niejaki Adam Hanuszkiewicz, który bywał w tym moim/wtedy jeszcze nie moim domu i zachwycał się taką oazą zieloności w centrum miasta. Tak i teraz również mój niewielki ogród jest oazą no może nie na pustyni, bo Wrocław to podobno zielone miasto, ale na pewno oazą w naszej okolicy...

 A ja jak tak się gapię w ten bezmiar zieloności, wpadam w stan z tzw falami alfa sprzyjającym kreatywności to zaczynam widzieć, gdzieś w środku siebie jak wyłania się nowy projekt na...

 Tym razem na KONIE;-))) na "Magiczne Koniki" jakie wpadły przez okno, prawie dosłownie! i gnają przed siebie na wazonie.


 O foremce z konikami marzyło mi się od... pierwszego zobaczenia;-))) Cudne były. Jednak tabuny jakie natychmiast się pojawiły wszędzie, całkowicie wyleczyły mnie z zakupu foremki. Co nie znaczy, że zapomniałam o nich nie, dalej siedziały gdzieś głęboko w moich marzeniach,przycupnięte, nooo po prostu siedziały i już;-(

 I wygląda, że za dużo o nich, znaczy marzeniach opowiadałam wszem i wobec, bo się spełniły!

Chyba pierwszy raz w moim długim życiu...już, marzenie tak się zmaterializowało!

Matka Założycielka naszego teamu, o tym usłyszała i żebym już nie marudziła, sprezentowała mi koniki! Dzięki;-)))
Wpadły do pracowni, co prawda impostem, ale co tam... Może lepiej brzmiałoby jak by wpadły w bardziej magiczny sposób, oknem, ale od czego wyobrażnia?

 Rzadko albo właściwie wcale nie podążam za trendami w naszym mixmediowym światku ale tym razem radocha z foremki była na tyle duża, dużo większa od konikowego obciachu, że musiałam, nooo musiałam ją natychmiast użyć!
I nie omieszkam zrobić to jeszcze i jeszcze, ale dam konikom odpocząć.

 Mamy więc wazon dość spory, o bardzo regularnych kształtach, prawie kula, kula z falbanką;-) Dlatego na pokazanej zajawce, niektórzy pomyśleli, że to bombka.

 Wazon potraktowałam efektem lustra, popsikałam acze i zrobiły mi się fajne zacieki, to mamy widoczne od środka. Na zewnątrz potapowałam, pocieniowałam akrylem z efektem metalu w dwóch kolorach, dmuchnęłam porporinę więc zrobiło się z lekka złotawo. Nakleiłam pas szlagmetalu złotego, srebrnego, miedzianego a na to poszlagmetalowane koniki, postarzyłam bitumem, akrylami i niech sobie biegają;-)))